Rozkrzyczany smartfon, szef żalący się na ignorowanie jego e-maili i inne przypadłości naszej obecnej codzienności przestaną być niebawem problemem Francuzów.

Francja już od kilku lat wprowadza prawo charakteryzujące się szczególną troską o pracowników. Po wprowadzeniu pod koniec XX wieku słynnego 35-godzinnego tygodnia pracy, tamtejsze ustawy były pod przychylnym pracownikom względem nowelizowane już kilkukrotnie. Rozważania na temat wpływu tak szczególnego kultu pracownika we Francji na poziom tamtejszej gospodarki pozostawiam ekonomistom.

Ciekawe postulaty we francuskich mediach pojawiły się natomiast w ostatnich dniach, być może słusznie odpowiadając na pewne zjawisko socjologiczne. Otóż granica pomiędzy światem w pracy i światem po pracy w ostatnich latach zaciera się w dużej mierze dzięki udziałowi technologii. Odbieranie wieczorami telefonów służbowych i nocne odpisywanie na e-maile weszło już powoli do naszego codziennego porządku. I szczerze mówiąc, poważne problemy mógłby mieć na rynku pracy ten, kogo jeszcze to dziwi (ale za to szczerze mu zazdroszczę).

Z tym zjawiskiem zaczęli walczyć Francuzi dążąc do zmiany prawa, które jak na razie przyjęło postać porozumienia pomiędzy pracodawcami a związkami zawodowymi. Umowa zobowiązuje lokalnych pracowników do wyłączania ich służbowych smartfonów i telefonów po godzinie 18.00, a swoim zasięgiem obejmuje – wedle różnych danych – od 250 tys. do nawet kilku milionów pracowników, także z sektora informatycznego (m.in. Facebook i Google), doradczego czy innych, które z racji swojej specyfiki mogą wymagać stałego kontaktu z pracodawcą. Dodatkowo, porozumienie nakłada na pracodawców obowiązek wstrzymania się od rozmaitych form nacisku na pracowników dot. korzystania z urządzeń elektronicznych po godzinach pracy (oczywiście w związku z tą pracą).

To rozwiązanie wielu osobom zapewne mogłoby wydawać się sensowne. Jednocześnie jednak porozumienie na samych pracownikach nakłada obowiązek „powstrzymywania się” od pracy… po pracy. Nie jestem do końca przekonany czy powstrzymywanie ludzi, którzy mają ochotę popracować, jest dobrym rozwiązaniem, w kierunku którego powinien podążać jakikolwiek kraj na świecie.

W 2011 roku z podobnymi praktykami pracodawców próbowało walczyć m.in. niemieckie Ministerstwo Pracy. Volkswagen wprowadził wówczas w swojej firmie mechanizm, który blokuje wysyłanie e-maili trzydzieści minut po opuszczeniu stanowiska przez pracownika i przepuszcza je ponownie na pół godziny przed rozpoczęciem pracy następnego dnia. Generalnie jednak tendencja w krajach Unii Europejskiej jest pełna sceptycyzmu wobec takiego rozwiązania. Podobne rozwiązania również w Polsce wydają się mało prawdopodobne. Może to i lepiej. Któż z nas nie korzystał nigdy z wymówki w postaci pilnego e-maila z pracy?

A będący bohaterami niniejszego wpisu Francuzi na mocy porozumienia mogą spać spokojnie nawet do 9 rano.

Fot. tytułowa: Moyan Brenn/Flickr  CC BY 2.0