Twórca Creative Commons wygrał sprawę o bezprawne skasowanie filmu z YouTube’a
28 Lut 2014

Twórca Creative Commons wygrał sprawę o bezprawne skasowanie filmu z YouTube’a

28 Lut 2014

O tym, że YouTube często kasuje pliki naruszające prawa autorskie – dobrze wiemy. O tym, że często kasuje też pliki, które takich praw nie naruszają – też niestety wiemy. Ten stan rzeczy nie spodobał się jednak nie byle komu, amerykańskiemu profesorowi prawa, twórcy organizacji stojącej za Creative Commons.

O batalii Lawrenca Lessiga pisałem przy okazji wpisu YouTube a prawo obiecując, że na łamach Techlaw.pl powrócę do jego sporu z Liberation Music, gdy tylko doczekamy się wyroku. I oto jest.

Kiedy YouTube kasuje nam pliki lub blokuje dźwięk z sobie tylko znanych powodów, większość z nas reaguje słowami „no trudno” –  i żyje z tym dalej. Amerykański profesor, twórca Creative Commons, a ponadto znany na całym świecie krytyk prawa autorskiego nie mógł jednak sobie darować i z wytwórnią muzyczną Liberation Music poszedł do sądu za to, że skasowali jego film z YouTube’a.

Lawrence Lessig vs Liberation Music

Spornym materiałem było nagranie wykładu wygłaszanego przez Lessiga, w trakcie którego pojawiły się fragmenty piosenki „Lisztomania” z repertuaru zespołu Phoenix będącej tłem jeszcze innych, odtwarzanych w tle materiałów filmowych. Majątkowe prawa autorskie do muzyki posiadała właśnie Liberation Music. Kiedy za pomocą systemu sporów YouTube Lessing zakwestionował roszczenia wytwórni, ta zagroziła pozwem. Straszenie profesorów prawa, szczególnie znanych ze swoich krytycznych poglądów na temat prawa autorskiego, nie jest najlepszym pomysłem i szybko przekonała się o tym Liberation Music, która wkrótce potem sama została wyzwana przez Lessiga na sądowy pojedynek.

Prawnik, wspierany przez organizację Electronic Frontier Foundation, dowodził, że wykorzystany przez niego materiał mieścił się w granicach dozwolonego użytku, podkreślając przy tym, że miał on charakter pomocy naukowej i został wykorzystany w celach niekomercyjnych. Innymi słowy – powoływał się na odpowiednik naszego prawa cytatu (przeczytaj również mój artykuł o prawie cytatu na YouTube).

Sprawa zakończyła się ugodą, ale fanom amerykańskich seriali nie muszę zapewne przypominać, że w tamtym systemie prawnym dobra ugoda nie jest powodem do wstydu, a czasem nawet wręcz przeciwnie. Wytwórnia muzyczna zapłaci odszkodowanie na rzecz organizacji EFF, a także wraz z prof. Lessigiem starannie przemyśli swoje praktyki związane z respektowaniem praw autorskich w YouTube. W ramach posypywania głowy popiołem przyznała także, że w usuniętym materiale rzeczywiście prawa wytwórni nie zostały naruszone.

Osobiście jestem jednak mocno rozczarowany tym, że Lessig nie dążył do konfrontacji sądowej. Mógł stać się żywym precedensem w sprawie naruszeń prawa autorskiego w internecie, a mimo to zrezygnował z walki o bycie częścią tej historii prawa.

Pozwać YouTube?

Na temat możliwości pozywania YouTube dywagowałem już w osobnym wpisie na temat prawa w relacji z tym popularnym serwisem. Usługa Google jest tu poniekąd tylko pośrednikiem i w większości wypadków szybko wyłącza swój udział w sprawie w ramach procedury notice and takedown. Ale podmioty działające w jego ramach – zarówno użytkownicy, jak i wytwórnie, działają w granicach prawa. Moim zdaniem pozwanie wytwórni, która niesłusznie usunęła plik z serwisu jest jak najbardziej możliwe na gruncie polskich przepisów.

 Fot. tytułowa: Ed Schipul/Flickr , CC BY-SA 2.0

Skomentuj
Czytaj także
Komentarze
  • Chris

    Warto bowiem przypomnieć, że YT po przejęciu przez giganta z MV ugodami właśnie utorowało sobie drogę do popularności.

Koniec