Legalne i darmowe zdjęcia na Twoją stronę www
02 Lip 2014

Legalne i darmowe zdjęcia na Twoją stronę www

02 Lip 2014

Czytelnicy wielokrotnie pytają mnie skąd biorę tak ładne grafiki ilustrujące artykuły na łamach Techlaw.pl i – zapewne w myśl zasady „najciemniej pod latarnią” – czy aby na pewno jest to zgodne z prawem. Odpowiadam – tak, a dziś wszystkim blogerom, webmasterom i pozostałym internautom  wyjaśnię skąd za darmo i legalnie brać nawet bardzo profesjonalne ilustracje na swoją stronę internetową.

Niezależnie od tego na co mogłoby wskazywać Wasze dotychczasowe doświadczenie – zdjęcia w internecie podlegają na ogół ochronie prawa autorskiego. Czasem autor zdjęcia nie jest zainteresowany ściganiem jego naruszeń, czasem ze względu na ogrom sieci nie jest ich po prostu świadomy. Ale jeśli już pojawi się stosowne roszczenie, to często konsekwencjami jest płacz, zgrzytanie zębami i rozpaczliwe poszukiwanie kredytów przez internautów…

Dlatego też stanowczo odradzam korzystanie ze zdjęć przypadkiem znalezionych w sieci – czy to w ramach wyszukiwarki internetowej, serwisów z demotywatorami, kwejkami, itd., na Facebooku albo znanych portalach informacyjnych (te ostatnie korzystają najczęściej z usług fotograficznych agencji prasowych, a te agencje akurat bardzo aktywnie i skutecznie dochodzą praw do swoich zdjęć z sieci). Rozpowszechnianie takich treści wiąże się z odpowiedzialnością karną oraz – przede wszystkim – cywilną. Istnieją natomiast na szczęście metody na pozyskanie fotografii stojących na bardzo wysokim poziomie za darmo i w zgodzie z prawem.

Darmowe zdjęcia ze stocków

Mianem „stocka” w gwarze internetu zaczęliśmy nazywać serwisy pośredniczące przy sprzedaży lub – przeważnie – udzielaniu licencji na wykorzystywanie zdjęć. Jest to rozwiązanie głównie dla profesjonalistów, ze względu na stosunkowo wysoką cenę takich fotografii. Może być ona dodatkowo uwarunkowana rozmiarem zdjęcia i okolicznościami jego wykorzystania. Na dodatek systemy sprzedażowe wymagają od nas zazwyczaj dokonywania zakupów w ramach tzw. pakietów. Praktyką stosowaną przez niektóre strony internetowe jest bliska współpraca ze stockami polegająca na barterowej wymianie usług – sklepy pozwalają nieodpłatnie korzystać ze swoich zdjęć, w zamian domagając się reklamy.

Rozwiązaniem zdecydowanie bardziej w zasięgu przeciętnego internauty jest najnowsza oferta Getty Images, o której pisałem czas temu jakiś na łamach niniejszej strony. Otóż firma pozwoliła na korzystanie z olbrzymiej części zasobów sklepu, natomiast rozwiązanie to ma pewne ograniczenia. Zdjęcia możemy jedynie embedować (w związku z czym raczej trudno wykorzystać je w formie np. ikony artykułu). Są to zresztą głównie zdjęcia typu „editorial”, czyli udostępniane właśnie na potrzeby portali i blogów. Na dodatek usługa zastrzega sobie prawo do wyświetlania w ramach osadzonych obiektów reklam – choć na razie tego typu praktyki nie mają jeszcze miejsca. Wygląda to mniej więcej tak, jak na zdjęciu poniżej:

W mojej ocenie rozwiązanie to – choć na pierwszy rzut oka wydaje się nieco mniej konkurencyjne od tych, które zostaną opisane poniżej – ma wiele bardzo wyraźnych zalet. W bazie Getty Images znajdują się miliony zdjęć zbieranych na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Nową ofertę serwisu błogosławią między innymi moi przyjaciele redagujący serwisy i blogi sportowe – bezpłatnie i legalnie mogą ubarwiać dzięki temu swoje artykuły jeszcze ciepłymi fotografiami Neymara czy Cristiano Ronaldo, albo też – z drugiej strony – takimi klasykami jak Rivaldo grającym w FC Barcelonie czy Ronaldo w Interze.

Prawo cytatu

W przeszłości sporo miejsca poświęciłem omówieniu instytucji prawa cytatu, mając na uwadze, że wielokrotnie będziemy do niej powracać. Twórcy wszelkiej maści serwisów z recenzjami gier komputerowych, filmów czy książek nie powinni mieć większych problemów prawnych w związku z używaniem screenshotów, kadrów czy okładek w ramach dokonywanych przez siebie recenzji, gdyż mniej więcej w tym celu właśnie powstała często mylnie interpretowana instytucja prawa cytatu.

Creative Commons

Licencje Creative Commons to ciekawe zagadnienie prawne jako takie i w pełni zasługuje na osobną notkę, od strony prawnej wyjaśniającej zasady ich działania. W tym wpisie w telegraficznym skrócie podkreślę jedynie, że w ramach Creative Commons możemy korzystać z cudzej twórczości nieodpłatnie, choć najczęściej przy zachowaniu pewnych określonych reguł. Niezwykle ważne jest, by materiały wykorzystane z użyciem tej licencji odpowiednio oznaczyć, w przeciwnym wypadku nasze działanie może zostać potraktowane jako naruszenie prawa autorskiego.

Cechą wspólną wszystkich wariantów licencji jest podkreślenie faktu autorstwa fotografii i możliwie precyzyjne wskazanie jej autora. Nie ma szczególnie precyzyjnych wytycznych dotyczących sposobu tego oznaczenia, ja stosowne informacje umieszczam pod wpisem, w którym wykorzystałem zdjęcie – na to wskazuje także praktyka.  Jest to tzw. uznanie autorstwa (BY).

Creative Commons może ponadto nakładać inne ograniczenia, wśród których występuje zakaz modyfikacji (ND) cudzego utworu (na ogół można go sobie poprzycinać czy ponakładać stosowne filtry), wymóg ponownego udostępnienia tak przerobionej fotografii na tej samej licencji (SA) czy też zakaz wykorzystania zdjęcia do użytku komercyjnego (NC). Ten użytek komercyjny też budzi zresztą liczne wątpliwości, ponieważ do dziś nie jest zupełnie jasne czy jest nim np. użycie grafiki w reklamie proszku do prania czy też umieszczenie na stronie internetowej, która wyświetla reklamy. Powstała z uwzględnieniem tych kryteriów licencja musi zostać odpowiednio nazwana, pełen zestaw prezentowałby się więc w mniej więcej ten sposób: CC BY-NC-ND czy CC BY-NC-SA (ND i SA się wzajemnie wykluczają).

Ostatnim wymogiem związanym z Creative Commons jest podanie pełnego tekstu licencji lub też odnośnika do tego tekstu. Jeżeli na naszej stronie (podobnie jak na techlaw.pl) często korzystamy z tego typu fotografii, być może dobrym wariantem jest umieszczenie tekstu w uniwersalnej stopce strony.

Zdjęcia oparte na Creative Commons to poniekąd funkcjonalny fundament wielu współczesnych instytucji w internecie. Z tego typu rozwiązania w zdecydowanej większości korzysta Wikipedia, dlatego zachęcam do wertowania jej zasobów. Istnieją też dwie bardzo dobre wyszukiwarki zdjęć udostępnionych na stosownych licencjach. Znalezienie zdjęć CC umożliwia wyszukiwarka grafiki Google, jak również specjalna wyszukiwarka umieszczona na stronie Creative Commons, która w połączeniu z zasobami serwisu Flickr pozwala nam na znalezienie wysokojakościowych zdjęć o pożądanej tematyce, których status licencyjny został ponadto oznaczony w sposób nie budzący wątpliwości. Nie oznacza to oczywiście, by ustawać w poszukiwaniach stron innych zapaleńców fotografii, jak np. SuperFamous.

CC0 i domena publiczna

Domena publiczna nie jest pojęciem prawnym jako takie, określa raczej sytuację, w której prawo autorskie nie znajduje zastosowania. Na gruncie polskich przepisów, najbliżej jest jej do wygasania autorskich praw majątkowych, jako że te osobiste są w zasadzie niezbywalne. W niniejszej dyskusji mówimy jednak o porządkach prawnych całego internetu, a więc rozwiązaniach międzynarodowych. Zasadniczo więc o domenie publicznej możemy mówić w sytuacji, gdy prawa autorskie już wygasły (najczęściej 70 lat od śmierci twórcy lub upublicznienia utworu, jeśli autor nie jest znany) lub też nigdy nie istniały albo zostały od nich uwolnione. W pierwszym przypadku mowa więc o wszelkiego rodzaju starych zdjęciach, obrazach, portretach, itd.

cc0

W przypadku dyskusji o pozostałych utworach uwolnionych w ramach domeny publicznej, coraz częściej ponownie przewija się motyw Creative Commons i licencji CC0. Jej funkcjonowanie jest w dość szerokim zakresie ograniczone przez systemy prawne niektórych państw (m.in. Polski), gdzie zrzeczenie się praw autorskich przez twórcę nie jest do końca możliwe. Twórcy licencji starają się to jednak obchodzić różnymi innymi metodami. Efektem tego jest możliwość wykorzystywania cudzych fotografii CC0 bez żadnych ograniczeń, bez wymogów stosownego oznaczania, linkowania do treści licencji czy powstrzymywania się od działań komercyjnych. Na takich zasadach użyty został m.in. obrazek tytułowy niniejszego artykułu.

Brzmi pięknie, na dodatek grono zapaleńców, którzy udostępniają swoje fotografie w ten sposób jest dość szerokie i… niezwykle profesjonalne. Poniżej krótka lista serwisów i usług, z których często korzystam w poszukiwaniu estetycznych zdjęć.

Pexels (nowa!)  Unsplash Splitshire • Public Domain Pictures • Pixabay • Otwarte Zasoby Gratisography Picjumbo Freeimages (sxc.hu)  Little Visuals  Foter • The Stocks

Jak się okazuje lista hojnych fotografów o dobrym sercu jest w internecie długa, a Wasze strony mogą być estetyczne i kolorowe bez konieczności wydawania setek dolarów na odpowiednie licencje w dużych sklepach. Jeśli odkryjecie jakieś ciekawe strony z fotografiami w ramach Creative Commons lub w domenie publicznej, koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach!

Leave a comment
More Posts
Comments
  • Przy odrobinie czasu można też popisać czasem z wybranymi hobbystami,a nawet i maniakami fotograficznymi na Digart.pl. W zamian za publikację loginu / nazwiska / pseudonimu tuż pod zdjęciem można zdobyć wyjątkowo ciekawe i oryginalne zdjęcia. Przetestowałam na własnej skórze kilka razy. Polecam.

  • Mnie przekonał do siebie flickr. Podobny do fotera (pod względem bazy zdjęć), ale jednak IMO ładniejszy i bardziej przejrzysty.

  • Polecam pixabay.com

  • mimi

    Czy z licencją CCO mogę np dodać do zdjęcia jakiś tekst i logo i umieścić go na fb?

  • Kamil Śliwowski

    otwartezasoby.pl przeszły drobną reformę i spory zastrzyk zasobów :) w dziale grafik kolejne serwisy ze zdjęciami z domeny publicznej i na wolnych licencjach http://otwartezasoby.pl/category/zdjecia-i-grafiki/

Comment