Prawo Nowych Technologii

Prawo własnosci przemysłowej

Viewing posts from the Prawo własnosci przemysłowej category

Za przejęciem WhatsApp przez Facebooka nie stały nowe patenty

Po manewrze, który Google wykonało w sprawie Motoroli (ogołociło ją z patentów, a następnie – „za drobne” – resztki odsprzedało Lenovo) miłośnicy świata nowych technologii nieco rozochocili się w doszukiwaniu własności przemysłowej jako tła niemal każdej większej transakcji.

Tymczasem w głośnym od kilku dni spektakularnym przejęciu WhatsApp przez Facebooka za kwotę 19 miliardów dolarów (w większości wyrażoną w szybujących w górę akcjach serwisu) patenty nie stanowiły dodatkowej przesłanki motywującej Zuckerberga do zakupów. To nie jest tak, że tematyka ta jest Facebookowi zupełnie obca lub nie przywiązuje do niej wagi. Tylko w dwóch ostatnich latach kupił kilkaset patentów od IBM i kilkaset kolejnych od zaprzyjaźnionego z nim Microsoftu, a które wcześniej należały do AOL. Niestety, można być najpopularniejszym serwisem społecznościowym świata, ale od patentowych wojen uciec się nie da.

Amerykańscy prawnicy wypowiadający się w tej kwestii dla World Intelectual Property Review sami zdawali się być nieco zdziwieni, że za WhatsApp nie kryją się żadne patenty, który same w sobie chroniłyby sposób funkcjonowania aplikacji. Podkreślają jednakże, że ta transakcja dowodzi, że Facebook szukał czegoś innego niż patenty i świat wielkich transakcji w tym biznesie – jak się okazuje – nie kręci się wyłącznie wokół własności przemysłowej.

Warto jednak nadmienić, że pomimo potocznych komunikatów prasowych, Facebook nie kupił WhatsApp, a „WhatsApp Inc.”, a więc całego producenta programu. W portfolio firmy znajdują się jeszcze trzy nieopublikowane dotąd aplikacje, które być może również mogły w minimalny sposób zainteresować nowego nabywcę.

WhatsApp to mobilna aplikacja, która dostępna jest w niemal wszystkich rodzajach telefonów komórkowych i tabletów. Motywem gigantycznych pieniędzy, jakie Facebook zdecydował się na nią wydać, było przede wszystkim zawrotne tempo rozwoju i pozyskiwania nowych użytkowników – w ciągu pierwszych 4 lat działalności program zdobył ponad 400 milionów użytkowników, wielokrotnie bijąc pod tym względem poczynania Twittera, Gmaila czy właśnie samego Facebooka.

Transakcja budzi kontrowersje z wielu względów. WhatsApp nie różni się znacząco od Messengera, czyli autorskiego komunikatora Facebooka, który na dodatek wciąż jest popularniejszy. W Polsce mobilna aplikacja będąca od kilku dni na ustach wszystkich serwisów internetowych jest produktem niemalże anonimowym. Jednakże amerykańscy nastolatkowie, którzy uważają Facebooka za relikt przeszłości i miejsce, gdzie szpiegują ich rodzice, preferują tę formę komunikacji obok tweetowania i wrzucania fotograficznych wspomnień na Instagram. Zdaniem niektórych, a ja się do tej opinii przychylam, zapobiegawczy Zuckerberg chciał trzymać „wrogów jeszcze bliżej”.

Fot. tytułowa: Jan Persiel/Flickr  ze zmianami, CC BY-SA 2.0

Google sprzedało Motorolę Lenovo, zachowa sobie tylko patenty

Nieoczekiwane wieści dotarły do nas zza oceanu. Bardzo solidny, choć czasem jeszcze niedoceniany producent laptopów odkupi od Google firmę Motorola, legendę amerykańskiego rynku mobilnego. A przecież marka pozostawała w rękach giganta tylko przez kilkanaście miesięcy.

Trudno winić zaskoczonych okolicznościami tej transakcji. Wydawało się, że producent Androida chce mieć w swoim katalogu potężną markę kojarzącą się z mobilnościami. Wypuszczono nawet pierwsze modele będące wynikiem tej niezwykle bliskiej, rodzinnej współpracy na linii Google-Motorola, choć gwoli sprawiedliwości – wszyscy spodziewali się, że prawdziwie atrakcyjne owoce tego mariażu dopiero nadejdą, sama zaś Motorola stanie się takim wielopłaszczyznowym, faworyzowanym przez Google „Nexusem” i zacznie poważnie rywalizować na rynku androidowych liderów z Samsungiem.

Kiedy w 2011 roku Google płaciło 12,5 miliarda dolarów za Motorolę, nikt nie spodziewał się, że niecałe trzy lata później odsprzeda firmę za skromne 2,9 miliarda – do tego na raty i część tej kwoty otrzymując w akcjach. Tylko nieliczni sceptycy sugerowali, że technologiczny gigant wcale nie planuje koncernowi produkującemu telefony przywracać dawnej świetności, a jedynie łasi się na ich dorobek patentowy.

I rzeczywiście – w tym tkwi główny kruczek niskiej ceny, w jakiej Google sprzedaje Motorolę Lenovo. Zostawia sobie lwią część patentów, choć Lenovo dostanie ich i tak ponad 2000, do tego prawo do posługiwania się marką i znakiem towarowym. O patentowych bojach amerykańskich gigantów przed kilkoma dniami miałem okazję wypowiedzieć się w rozmowie z Bartoszem Dulem przeprowadzonej przy okazji premiery TechLaw.pl.

Aktualizacja: Okazało się, że Google postanowiło zostawić sobie, a następnie wcielić do ekipy odpowiedzialnej za rozwój Androida, również jeden ze specjalnych zespołów działających dotychczas w ramach Motoroli – grupę tzw. „Zaawansowanych Technologii”. Zdolni pracownicy pod nowymi skrzydłami dalej będą pracowali nad projektami, których ideą jest… wyprzedzanie swojej epoki i obecnych trendów. Już wcześniej o ich pomysłach mogliśmy usłyszeć przy okazji prezentacji projektu Motorola – Project Ara, który polega na tym, że użytkownik sam mógłby złożyć wymarzony smartfon z takich komponentów, które wydałyby mu się szczególnie istotne.

[column size=”one-half”]project ara[/column][column size=”one-half” last=”true”]project ara[/column]

Patentowe wojny

Najwyraźniej byliśmy świadkami sytuacji, jakich w przyszłości będzie jeszcze wiele. Jedna firma wykupiła drugą, o równie znakomitej tradycji, jednak nie względy biznesowe, marketing czy sentyment były głównym powodem takiego działania, tylko własność intelektualna. Z każdym kolejnym kwartałem Motorola przynosiła coraz większe, liczone już w setkach milionów dolarów straty. Google nie miało pomysłu na nowy nabytek, a obecnie zastanawiam się czy w ogóle planowało mieć, wzięło co cenne, a markę podało dalej. Chińczykom. Za niecałe 3 miliardy dolarów, czyli tyle warta jest dziś jedna z najstarszych firm telekomunikacyjnych świata, duma Stanów Zjednoczonych. Analitycy zaś już teraz zastanawiają się ile kolejnych wykupionych przez giganta firm skończy w podobny, patentowo-przedmiotowy sposób.

Z drugiej strony, jeśli Motorola (a raczej jej pozostałości) miała trafić w jakieś ręce i wciąż rokować nadzieje, to Lenovo było zdecydowanie najbardziej odpowiednią ekipą fachowców. Już od jakiegoś czasu poważnie szukali spółki, która poszerzy ich segment smatfonowy, poważnie rozważali zakup BlackBerry. Po tym jak w 2005 roku przejęli pecetowy segment IBM, w ciągu kilku lat stali się największym dostarczycielem komputerów osobistych na świecie, w 2013 roku finalnie wyprzedzając HP.

Ps. Kilka minut po publikacji wpisu Google oficjalnie potwierdziło transakcję i jej warunki.

Fot. tytułowa: Anderson N. Leonardo/Flickr  ze zmianami, CC BY
Fot. Project Ara: Motorola

[alert type=”warning”]Jeżeli chcesz otrzymywać informacje na temat nowych porad i analiz prawnych, będzie mi bardzo miło jeśli polubisz profil TechLaw.pl na Facebooku – >> Prawo Nowych Technologii <<[/alert]

Projekt strony internetowej podlega ochronie prawa autorskiego

Ochronie prawnej podlegają artykuły czy zdjęcia opublikowane na stronie internetowej, co jednak z samą stroną internetową, jej kodem oraz projektem graficznym? 

Nie ma wątpliwości co do tego, że pod prawnoautorską definicję utworu można dopasować zdecydowana większość zawartości stron internetowych, niezależnie od tego czy mówimy o rozbudowanych artykułach czy lakonicznych „newsach”. W tej materii jedynie art. 4 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje nieliczne wyjątki m.in. dla ustaw i dokumentów urzędowych oraz – co bardziej istotne z punktu widzenia przeciętnych internautów – prostych informacji prasowych. Ograniczanie informacji prasowych ochroną prawnoautorską mijałoby się zresztą z ich celem, przy czym należy mieć tutaj na uwadze, iż ustawodawca nie myśli o „gotowcach” podsyłanych w formie „informacji prasowych” przez PR-owców dużych firm, mając raczej na uwadze sam fakt istnienia jakiejś informacji, jak choćby „Prezes Rady Ministrów wygłosił nowe expose”, umożliwiając tym samym niekonfliktowe rozprzestrzenianie się wieści w społeczeństwie. Również wszelkie zdjęcia, filmy, dźwięki i inne materiały multimedialne podlegają ochronie prawa autorskiego. Również kod źródłowy witryny znajduje się pod ochroną prawa, do tego zagadnienia będę jednak powracał w przyszłości.

Layout strony a prawo autorskie

Layout, czasem nazywany również „designem” to popularne w branży graficznej określenie szablonu strony internetowej, czyli ogółu elementów składających się na jej graficzny interfejs. Pod tym pojęciem kryje się między innymi układ poszczególnych elementów witryny, ich kolorystyka, często określona w tzw. arkuszach stylów przewidujących również zachowanie estetycznej części witryny na skutek interakcji z użytkownikiem, jak również krój czcionek, czy nawet logotyp. Poszczególne elementy witryny same w sobie mogą być przedmiotem ochrony prawa autorskiego. Dlatego też grafik projektujący layout strony powinien mieć na uwadze, by nie naruszyć praw przysługujących autorowi czcionki lub wykorzystanych elementów graficznych. Również logotyp może podlegać ochronie zarówno prawnoautorskiej, jak i wynikające z faktu, że może być graficznym znakiem towarowym.

Niezależnie jednak od posiadania praw do poszczególnych elementów strony internetowej, również jej projekt graficzny jako całość podlega ochronie prawnoautorskiej. Spełnia on bowiem definicję utworu zawartą w art. 1 ust. 1 pr. aut., co znalazło zresztą potwierdzenie w wypowiedziach doktryny, jak i Wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 11 maja 2007 r. (I ACa 1145/06). O wiele bardziej ożywione dyskusje wzbudza problematyka przypisania strony internetowej do konkretnej kategorii utworów. W debacie tej status strony wędruje od definicji multimedialnego utworu audiowizualnego aż po program komputerowy. Większość stron internetowych w istocie składa się z kodu, który instruuje przeglądarkę internetową odnośnie informacji, które ma w danej chwili wyświetlać, jednakże Trybunał Sprawiedliwości wyrokiem z dnia 22 grudnia 2010 r., sygn. akt C-393/09 wskazał m.in., że:

Graficzny interfejs użytkownika nie stanowi formy wyrażenia programu komputerowego (…)  i nie może korzystać z ochrony przyznanej w prawie autorskim programom komputerowym na podstawie tej dyrektywy. Niemniej jeśli taki interfejs stanowi wyraz własnej twórczości intelektualnej swego autora, może on korzystać z przewidzianej w prawie autorskim ochrony jako utwór (…).

Wyrok ten może mieć zastosowanie m.in. do gier komputerowych, ale i w kwestii stron internetowych zapewnia swego rodzaju artystyczną odrębność osobom odpowiedzialnym jedynie za wizualną część strony. To dobra tendencja z punktu widzenia osób trudniących się zawodowo grafiką komputerową, wyodrębniająca status wizualnego projektu witryny od jej praktycznego, mechanicznego formatu działania.

Szata graficzna uznana została jako część utworu zbiorowego, który stanowi cała witryna, natomiast autorowi szaty przysługują prawa do części tego utworu. Istotne z punktu widzenia jakże popularnych późniejszych poprawek graficznych i drobnych korekt wydaje się również stwierdzenie z przytoczonego wcześniej wyroku warszawskiego sądu:

W ocenie Sądu Apelacyjnego, zbieżnej ze stanowiskiem Sądu I instancji, każda zmiana szaty graficznej portalu zawierała przejaw działalności twórczej powoda, będąc kolejnym jego utworem.

Czy wszystkie projekty stron internetowych podlegają ochronie prawa autorskiego? W odpowiedzi na to pytanie znów kluczowy wydaje się art. 1 prawa autorskiego („przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze”), który poza ten katalog zapewne kazałby wyłączać prymitywne projekty stron, np. takie będące wyrazem zapisania pliku tekstowego w postaci .html. Również pod znakiem zapytania staje ochrona prawnoautorska stron, które mogłyby być tworzone przy użyciu zautomatyzowanych generatorów (np. w celu tworzenia internetowych pustostanów pod kątem SEO), powstałych bez ingerencji człowieka.

Autor szaty graficznej ma zatem pełne prawo do dysponowania swoim dziełem i oczekiwania respektowania swoich praw. Zarówno przywłaszczenie sobie czyjegoś layoutu, jego elementów, jak również tworzenie na jego bazie modyfikacji bez uzyskania stosownego pozwolenia będzie naruszeniem praw autorskich. Takim naruszeniem może być również usuwanie ze stopki strony informacji o autorze, co bywa często spotykaną praktyką szczególnie  w przypadku darmowych szablonów, a jest naruszeniem praw autorskich, nawet jeśli nie majątkowych to osobistych. W przypadku korzystania z darmowych szablonów stron warto więc zapoznać się z licencją, która powinna określać podstawowe warunki wykorzystywania takiego utworu. Również w przypadku szablonów odpłatnych lub stron wykonywanych na zlecenie możemy się spotkać z licencjonowaniem ich (w postaci niewyłącznej [tak jak na TechLaw.pl] lub wyłącznej). W przypadku dużych stron internetowych i portali, choć może się to wiązać z większymi kosztami i przeważnie mocno zindywidualizowanym procesem tworzenia takiej oprawy, warto dążyć do przeniesienia praw majątkowych (w przeciwnym wypadku w myśl art. 65 pr. aut. będzie to poczytywane jako udzielenie licencji), co zapewni większą swobodę w operowaniu takim projektem i jego rozwojem w przyszłości.

Fot. tytułowa: Robert Scoble/Flickr ze zmianami CC BY