Tajemnica dziennikarska w prawie
18 Cze 2014

Tajemnica dziennikarska w prawie

18 Cze 2014

Tygodnik „Wprost” w nieznanych społeczeństwu okolicznościach znalazł się w posiadaniu tajemniczych taśm zawierających treści kompromitujące znanych polityków zajmujących poważne państwowe stanowiska. „Aferą taśmową” żyje obecnie cała Polska, a w jej tle pojawiają się pytania na temat tajemnicy dziennikarskiej.

Te pytania spotęgowały się w sytuacji, gdy w środę do redakcji „Wprost” weszli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Na podstawie postanowienia prokuratury domagali się wydania przez redaktora naczelnego oraz poszczególnych redaktorów „rzeczy w postaci wszystkich nośników zawierających treści rozmów prowadzonych podczas spotkań gości w restauracji Sowa i Przyjaciele oraz w restauracji w Amber Room w Pałacyku Sobańskich w Warszawie przekazanych dziennikarzom tygodnika Wprost”. Redakcja odmówiła wydania jakichkolwiek danych zasłaniając się m.in. spoczywającym na nich obowiązkiem dochowania tajemnicy zawodowej. W mojej ocenie miała prawo w ten sposób postąpić, a już samo działanie służb nękających dziennikarzy było w tej sytuacji wysoce nieprofesjonalne. Mówi o tym wprost ustawa prawo prasowe z 1984 roku.

Tajemnica dziennikarska w prawie prasowym

Art. 15. 2. Dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy:
1) danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych,
2) wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich.
3. Obowiązek, o którym mowa w ust. 2, dotyczy również innych osób zatrudnionych w redakcjach, wydawnictwach prasowych i innych prasowych jednostkach organizacyjnych.

Wykładnia powyższych przepisów jest na tyle prosta, że orzecznictwo sądowe ogranicza się w zasadzie do podkreślenia, że nie trzeba być dziennikarzem, by podlegać obowiązkowi, jakim jest tajemnica prasowa, wskazując też np. na innych pracowników wydawnictwa, którzy mogli mieć dostęp do poufnych informacji. Pragnę raz jeszcze podkreślić, że polskie prawo omawianą tajemnicę czyni obowiązkiem dziennikarza, a nie przywilejem. Ma to oczywiście na celu zapewnienie np. poczucia bezpieczeństwa u potencjalnego informatora.

Zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej

Jednocześnie artykuł 16 ustawy prawo prasowe zwalnia dziennikarza (i każdą inną osobę pracującą w redakcji) z obowiązku zachowania tajemnicy prasowej, jeżeli informator wyrazi zgodę na zdradzenie jego tożsamości lub też w okolicznościach określonych w artykule 240 kodeksu karnego (art. 254 dawnego kodeksu karnego, do którego błędnie odsyła wciąż nieznowelizowane prawo prasowe), który wylicza katalog przestępstw, m.in. przestępstwa przeciwko pokojowi, ludzkości oraz przestępstwa wojenne, wytwarzanie, przemieszczanie środków masowej zagłady, zamach terrorystyczny, zamach stanu, szpiegostwo,  zamach na życie prezydenta, piractwo (w znaczeniu bardziej morskim, niż komputerowym), wzięcie zakładnika, zabójstwo i kilka innych. Choć w debacie publicznej pojawiły się określenia pokroju „zamach stanu”, należy oczywiście traktować je przede wszystkim w charakterze politycznej publicystyki. Nie wydaje się, by „aferę taśmową” w przekonujący sposób dało się powiązać z którymkolwiek z przestępstw wyliczonych w art. 240 k.k..

Moje wątpliwości budzi jedynie problematyka „szpiegostwa”, zaznaczam jednak, że nie czuję się w tej kwestii dostatecznie kompetentny i sam chętnie poznałbym opinię doświadczonego karnisty. Ponieważ prawo nakłada taki obowiązek, a redakcja Wprost nie poinformowała o popełnieniu przestępstwa w postaci szpiegostwa, można mieć nadzieję, że za” taśmami” nie stoi żadna obca agencja wywiadowcza lub redaktorom niczego o tym fakcie nie wiadomo.

Jednocześnie instytucji tajemnicy dziennikarskiej sporo uwagi poświęca kodeks postępowania karnego:

Art. 180.§ 1. Osoby obowiązane do zachowania w tajemnicy informacji niejawnych o klauzuli tajności „zastrzeżone” lub „poufne” lub tajemnicy związanej z wykonywaniem zawodu lub funkcji mogą odmówić zeznań co do okoliczności, na które rozciąga się ten obowiązek, chyba że sąd lub prokurator zwolni te osoby od obowiązku zachowania tajemnicy, jeżeli ustawy szczególne nie stanowią inaczej.
§ 2. Osoby obowiązane do zachowania tajemnicy notarialnej, adwokackiej, radcy prawnego, doradcy podatkowego, lekarskiej, dziennikarskiej lub statystycznej mogą być przesłuchiwane co do faktów objętych tą tajemnicą tylko wtedy, gdy jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność nie może być ustalona na podstawie innego dowodu. W postępowaniu przygotowawczym w przedmiocie przesłuchania lub zezwolenia na przesłuchanie decyduje sąd, na posiedzeniu bez udziału stron, w terminie nie dłuższym niż 7 dni od daty doręczenia wniosku prokuratora. Na postanowienie sądu przysługuje zażalenie.
§ 3. Zwolnienie dziennikarza od obowiązku zachowania tajemnicy nie może dotyczyć danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również identyfikację osób udzielających informacji opublikowanych lub przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych.
§ 4. Przepisu § 3 nie stosuje się, jeżeli informacja dotyczy przestępstwa, o którym mowa w art. 240 § 1 Kodeksu karnego.
§ 5. Odmowa przez dziennikarza ujawnienia danych, o których mowa w § 3, nie uchyla jego odpowiedzialności za przestępstwo, którego dopuścił się publikując informację.

Sąd lub prokuratura mogą zwolnić dziennikarzy od obowiązku dochowania tajemnicy dziennikarskiej. Paragraf 3 wskazuje jednakże, że zwolnienie dziennikarza z obowiązku zachowania tajemnicy bezwzględnie nie dotyczy danych, które w jakiś sposób mogłyby umożliwić identyfikację autora lub informatora. Zakładam, że na ten właśnie argument powołała się również redakcja „Wprost”, wskazując, że wydanie nagrań ABW mogłoby zagrozić anonimowości ich twórców/pośredników. Podobnie i w tym wypadku § 4 przypomina o treści art. 240 kodeksu karnego, w którym wyliczone są najcięższe przestępstwa wyłączone poza obowiązek tajemnicy dziennikarskiej.

Instytucja tajemnicy dziennikarskiej czerpie zresztą swoje początki aż w Konstytucji, która w szczególny sposób chroni kwestie takie jak wolność słowa, prasy i obiegu informacji. Jakkolwiek daleko od ocen politycznych chciałbym trzymać się na łamach Techlaw.pl, ocena prawna sytuacji w redakcji Wprost budzi wątpliwości. Część prawników z wybitnym autorytetem, prof. Kruszyńskim na czele, podkreśla, że redakcja tygodnika ma prawo, a nawet obowiązek odmowy wydania dowodów w dowolnej sprawie, jeżeli umożliwiłyby one identyfikację informatorów. Natomiast pojawia się również wiele głosów, iż w takiej sytuacji znajduje zastosowanie art. 225 kodeksu postępowania karnego, zgodnie z którego treścią służby zabezpieczają materiał dowodowy (a taśmy Wprost są dowodami w prowadzonym postępowaniu) i bez zapoznania się z jego zawartością przekazują go sądowi, który decyduje o dalszych losach zgromadzonego materiału. Sąd może więc uchylić również tajemnicę dziennikarską lub zwrócić je w ręce redakcji.

§ 1. Jeżeli kierownik instytucji państwowej lub samorządowej albo też osoba, u której dokonano zatrzymania rzeczy lub u której przeprowadza się przeszukanie, oświadczy, że wydane lub znalezione przy przeszukaniu pismo lub inny dokument zawiera wiadomości objęte tajemnicą państwową, służbową, zawodową lub inną chronioną ustawą albo ma charakter osobisty, organ przeprowadzający czynność przekazuje niezwłocznie pismo lub inny dokument bez jego odczytania prokuratorowi lub sądowi w opieczętowanym opakowaniu.

§ 2. Tryb wskazany w § 1 nie obowiązuje w stosunku do pism lub innych dokumentów, które dotyczą tajemnicy służbowej, zawodowej lub innej chronionej ustawą, jeżeli ich posiadaczem jest osoba podejrzana o popełnienie przestępstwa, i do pism lub innych dokumentów o charakterze osobistym, których jest ona posiadaczem, autorem lub adresatem.

§ 3. Jeżeli obrońca lub inna osoba, od której żąda się wydania rzeczy lub u której dokonuje się przeszukania, oświadczy, że wydane lub znalezione w toku przeszukania pisma lub inne dokumenty obejmują okoliczności związane z wykonywaniem funkcji obrońcy, organ dokonujący czynności pozostawia te dokumenty wymienionej osobie bez zapoznawania się z ich treścią lub wyglądem. Jeżeli jednak oświadczenie osoby nie będącej obrońcą budzi wątpliwości, organ dokonujący czynności przekazuje te dokumenty z zachowaniem rygorów określonych w § 1 sądowi, który po zapoznaniu się z dokumentami zwraca je w całości lub w części, z zachowaniem rygorów określonych w § 1, osobie, od której je zabrano, albo wydaje postanowienie o ich zatrzymaniu dla celów postępowania.

Na gruncie polskiego prawa jest to sytuacja prawdopodobnie bez precedensu. Oczywistym jest, że druga z sytuacji, pomimo najlepszych intencji ustawodawcy, nie czyni zadość tajemnicy dziennikarskiej i może prowadzić do bezpośredniego ujawnienia tożsamości informatora. Dlatego też problem, który się przed nami pojawił w tej konkretnej sytuacji, budzi tak wiele wątpliwości prawnych i moralnych.

Fot. tytułowa: Ludovic Betron/Flickr ze zmianami, CC-BY-SA 2.0

Leave a comment
More Posts
Comments
  • Dawid

    Bardzo interesuje mnie kwestia nadrzedności jednych przepisów nad drugimi. W skrócie: Wprost twardo trzyma się jednej karty – obawy o ujawnienie materiałów mogących zidentyfikować autora nagrań. Prokuratura natomiast bardzo wyraźnie stwierdziła, że nie interesuje ich informator, a zwyczajne zabezpieczenie dowodów w śledztwie w sprawie popełnienia przestępstwa. Silny argument.

    Nie wiem też, czy ktoś zwrócił uwagę na dzisiejszą krótką konferencję prokuratury. Padł tam dość logiczny ciąg myślowy: Wprost opublikował w Internecie całość nagrań, dlatego nie widzimy powodu, dla którego zbadanie i odsłuchanie ich oryginalnej wersji miałoby być problemem. Przecież w tej „pełnej” wersji na YouTube nie ma możliwości zidentyfikowania informatora.

    Z drugiej strony rednacz Wprost mówi, że druga część nagrań wymaga edycji przed opublikowaniem. Zatem w Internecie nie ma oryginalnej wersji i co nam pan zrobi. Jeśli to prawda, to ich obrona jest nieco mocniejsza.

    Jestem naprawdę ciekaw przebiegu batalii prawnej z tyloma różnymi aspektami.

Comment