Screenshoty z gier a prawo autorskie
22 Lip 2014

Screenshoty z gier a prawo autorskie

22 Lip 2014

Zaprzyjaźnieni dziennikarze zajmujący się grami video pytają mnie czasami jak to jest z tym prawem autorskim w przypadku publikowania screenshotów czy gameplay’ów z gier. Wbrew pozorom jest to bardzo trudna sytuacja.

W internetowej społeczności od blisko dwudziestu lat przyjęty jest pogląd, że generalnie gracz lub serwis o grach komputerowych ma prawo wykorzystywać obrazki z gier video bez przesadnych ograniczeń w zakresie prezentowania wyglądu gry, pisania nowinek o niej czy chwalenia się ciekawymi postępami. Co więcej, przekonanie to rozciągnięte jest nawet na wykorzystywanie rozmaitych grafik (przeważnie tzw. artworków) nieodpłatnie w formie wystroju elementów witryny, np. jako tło strony czy logo. Działania te są społecznie akceptowalne przez wydawców i producentów gier.

Tym niemniej gwoli sprawiedliwości należy podkreślić, że tego typu działania są w dużej mierze sprzeczne z przepisami prawa autorskiego. Można powiedzieć, że to jeden z wielu martwych punktów na mapie ochrony własności intelektualnej, gdyż twórcom gier generalnie zależy na tym, by rozpowszechniano ich artworki czy screenshoty, a jednocześnie zachowują sobie do nich pełnię praw, uwzględniając przy tym prawo do roszczeń z tytułu naruszenia praw autorskich. Przekazanie praw autorskich do tego typu treści lub udzielenie licencji na ich wykorzystywanie pod rygorem nieważności dla celów dowodowych powinno bowiem zachować charakter pisemny, co prawie nigdy nie ma miejsca. Innymi słowy – nie mamy pewności czy dysponenci materiałów promocyjnych udzielają nam licencji, gdyż sami niemal nigdy o tym nie wspominają. W sposób dorozumiany może to wynikać z charakteru materiału prasowego, ale jednoznaczna ocena takiej „dorozumiałości” jest trudna.

Udało mi się dotrzeć do tylko jednej poważnej sprawy związanej z tematyką dużych gigantów rynku gier video i screenshotów. Sony procesowało się z firmą Bleem!, ponieważ ci drudzy w reklamie(!) swojego emulatora wykorzystywali obrazki z gier Sony. Jak nietrudno zauważyć, specyfika sprawy była więc zgoła odmienna od omawianego dziś przypadku. Co ciekawe, Japończycy przegrali, nie do końca jestem pewien czy słusznie.

Spotykam się czasem z poglądem, że art. 4 ustawy o prawie autorskim wyłącza spod ochrony prawnej informacje prasowe. Jest to błędna interpretacja tego przepisu, ustawodawca miał na myśli bowiem wyłączenie spod ochrony stwierdzeń pokroju „Rosjanie zestrzelili samolot pasażerski na Ukrainie” niż zawodowe materiały prasowe rozsyłane często przez firmy profesjonalnie zajmujące się marketingiem.

Screeny jako prawo cytatu w artykule

O tworzeniu filmów na bazie gier i różnicy między videorecenzją, gameplayem czy longplayem pisałem już w artykule YouTube a prawo – zanim zostaniesz vlogerem. Ze screenshotami jest podobnie. Ponownie kluczowa będzie tutaj konstrukcja prawa cytatu. Aby skorzystać z tej formy dozwolonego użytku musimy spełnić kilka podstawowych kryteriów, wielokrotnie omawianych na łamach Techlaw.pl. Przede wszystkim obrazka należy użyć w utworze, który sam z siebie stanowi samoistną całość (na pewno zalicza się do tego recenzja, zapowiedź, felieton czy nawet tzw. „news”).

Kluczowy jest także cel takiego cytatu. Prawo dopuszcza cytowanie w zakresie „analizy krytycznej”, której cechy generalnie można przypisać wielu formom pisania o grach komputerowych (oczywiście ze szczególnym wskazaniem recenzji). Formalnie rzecz ujmując przedmiotem analizy krytycznej powinien być obrazek jako taki, biorąc jednak pod uwagę specyfikę opisywanego dobra kultury, jak również fakt, że w tekście pojawią się zapewne uwagi na temat oprawy graficznej, moim zdaniem przepisy pozostawiają pole do takiej interpretacji.

Również wyjaśnienie i nauczanie może być przesłanką dopuszczającą korzystanie z prawa cytatu – a czymże innym jest poradnik/solucja? Choć w tej akurat materii ustawa wskazywałaby na umiar – cytować należy przecież ze zdrowym rozsądkiem, fragmentarycznie i w sposób, który nie wyłącza zdolności eksploatacji twórcy pierwotnego utworu. Jest to jednak problem, który dotyczy przede wszystkim twórców video o grach, co sygnalizowałem w przytaczanym już wpisie o prawnych aspektach bycia YouTuberem, a szczególnie problematyczna wydaje mi się instytucja „longplayu”.

Na początku 2014 roku doczekaliśmy się w końcu orzeczenia polskiego sądu – Sądu Apelacyjnego w Warszawie – w sprawie screenshotów (I ACa 1214/13), serwisu pobandzie i bramkarza polskiej kadry A.B.. Sytuacja dotyczyła wprawdzie printscreena strony internetowej, cała sprawa miała generalnie dość wątpliwy od strony prawnej charakter. Sąd generalnie dopuścił używanie screenshotów w ramach prawa cytatu, ostatecznie jednak pozwany przegrał dopiero ze względu na niedopełnienie wymogów prawidłowego oznaczenia pochodzenia obrazka.

Powództwo zostało uwzględnione z innej przyczyny – dlatego, że pozwany nie spełnił warunku dozwolonego użytku wskazanego w art. 34 pr. aut., a mianowicie nie wymienił imienia i nazwiska twórcy zdjęcia. W wyniku nowelizacji ustawy – Prawo autorskie z dnia 1 kwietnia 2004 r. (Dz. U. z 2004.91.869) zaznaczono w art. 34, że podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości.

Czy screeny z gier lub filmów podlegają prawu cytatu, jest dyskusyjne na gruncie doktryny. W mojej ocenie należy jednak przyjąć ten zdroworozsądkowy pogląd, gdyż jak inaczej cytować – w obrębie analizy krytycznej – coś co nie jest wyrażone w postaci np. pisma? Ponadto, choć polskie prawo generalnie wyłącza oprogramowanie spod dozwolonego użytku, to jedną z nielicznych akceptowanych przez niego form jest właśnie prawo cytatu. Podobnie zresztą zdaje się twierdzić Leszek Małek w „Cytacie w świetle prawa autorskiego„, czyli chyba najbardziej wnikliwym książkowym omówieniu tej instytucji.

Galeria screenshotów a prawo cytatu

Moje wątpliwości wzbudza instytucja stworzenia galerii z gry, czyli osobnego działu na stronie, w którym znajduje się – powiedzmy – 40 screenshotów, pozwalających obejrzeć wizualne możliwości produkcji (obecnie coraz częściej wypieranych przez segment video). Trudno jednoznacznie ocenić czy takie działanie mieści się w granicach prawa cytatu, taka argumentacja musiałaby być próbą bardzo twórczego rozwinięcia celów takiego cytatu. Z drugiej strony istnieją utwory, których autorski charakter polega na wybraniu pewnych dzieł, a twórczość ogranicza się właśnie do tego wybrania i prawidłowego skatalogowania (np. książka z cytatami Ronalda Raegana) – być może ktoś mógłby uwierzyć, że pochodząca z gry galeria jest takim właśnie utworem, którego istotą było zaczerpnięcie 40 cytatów z danej gry celem pewnego wyjaśnienia jej specyfiki.

Wymóg publicznego rozpowszechnienia

Prawo cytatu znajduje zastosowanie wśród utworów, które zostały rozpowszechnione publicznie. Publicznie rozpowszechniona będzie więc gra komputerowa, która znalazła się w sprzedaży i wykonujemy w ramach korzystania z niej tzw. „print screeny”. Publicznie rozpowszechnionymi utworami są również obrazki z gry, które ich twórca zdecydował się sam udostępnić na swojej stronie lub w materiałach prasowych.

Wymogu publicznego rozpowszechnienia nie spełniają natomiast przedpremierowe wersje recenzenckie oraz zamknięte testy beta. W przypadku publikacji obrazków z tych egzemplarzy gier roszczenie wydawcy/producenta może więc wydawać się uzasadnione niezależnie od powoływania się na konstrukcję prawa cytatu. Zdaję sobie sprawę z faktu, że tego typu treści najczęściej udostępniają twórcy (lub pośrednicy), jednak w przypadku woli publikacji, najbezpieczniejszym rozwiązaniem (w czysto teoretycznych dywagacjach prawnych) byłoby uzyskanie licencji na publikację  screenshotów z niewydanych jeszcze gier na piśmie.

Licencja gry a prawo do screenshotów

Przepisy o dozwolonym użytku (a więc i prawie cytatu) mają charakter nadrzędny nad tym, co w kwestii screenshotów postanowiliby sobie twórcy w licencji. Jak jednak ustaliliśmy, prawo cytatu nie zawsze będzie miało zastosowanie. Nie będzie ono chroniło młodzieńca chwalącego się liczbą zabitych w grze Battlefield, stratega eksponującego jak rozrosło się jego państwo w Europa Universalis czy nawet mnie, gdy uatrakcyjniłem sobie ten artykuł materiałami promocyjnymi z Assassin’s Creed IV Ubisoftu (mam jednak cichą nadzieję, że się nie pogniewają).

W tej sytuacji dobrym rozwiązaniem byłaby licencja, w której twórcy określiliby możliwość i zakres korzystania ze screenshotów. Przejrzałem w trakcie pisania artykułu licencje kilkunastu popularnych gier z ostatnich lat. Na temat robienia print screenów nie było ani słowa. Jedyny wyjątkiem był tekst licencji (EULA) Grand Theft Auto V. Rockstar Games uważa jednak robienie screenów za oczywiste i naturalne. Do tego stopnia, że twórcy licencjonują sobie prawa do stworzonych przez użytkownika screenshotów, choć wątpliwe jest przecież, czy tego typu prawa tym użytkownikom w ogóle przysługują.

TREŚCI TWORZONE PRZEZ UŻYTKOWNIKA: Program może umożliwiać użytkownikowi tworzenie własnej treści, w tym map poziomów, scenariuszy, zrzutów ekranu, projektów samochodów, przedmiotów i filmów przedstawiających rozgrywkę. W zamian za użytkowanie Programu i tylko w zakresie, w którym w wyniku tego użytkowania powstanie materiał mogący być objęty prawem autorskim, użytkownik udziela Licencjodawcy wyłącznego, wieczystego, nieodwołalnego, zbywalnego, podlegającego możliwości przeniesienia i udzielenia sublicencji, prawa dysponowania tym materiałem, obowiązującego na całym świecie oraz udziela licencji na użytkowanie stworzonego przez siebie materiału w dowolny sposób i dla dowolnych celów w nawiązaniu do Programu i związanych z nim dóbr i usług, wliczając w to prawo do powielania, kopiowania, przystosowywania, modyfikowania, odtwarzania, wyświetlania, publikowania, rozpowszechniania, transmitowania lub udostępniania tego materiału publiczności, w jakikolwiek sposób, znany lub nieznany w tej chwili, oraz rozpowszechniania tego materiału bez dalszego informowania o tym i bez rekompensaty przez cały okres ochrony praw własności intelektualnej ustalony przez obowiązujące przepisy prawa i konwencje międzynarodowe. Niniejszym użytkownik zrzeka się i zgadza się nigdy nie dochodzić wszelkich autorskich praw osobistych związanych z autorstwem, wydawaniem, opinią lub uprawnieniami w odniesieniu do Licencjodawcy oraz użytkowaniem tego typu materiałów przez innych graczy w nawiązaniu do Programu i związanych z nim dóbr i usług zgodnie z odpowiednimi przepisami prawa. Niniejsza nadana Licencjodawcy licencja oraz powyższe postanowienia dotyczące wszelkich mających zastosowanie autorskich praw osobistych będą obowiązywać również po rozwiązaniu niniejszej Umowy.

Ciche przyzwolenie na naruszenia

Choć, pomijając instytucję prawa cytatu (która też budzi pewne wątpliwości), generalnie wykorzystywanie własnych lub przygotowanych przez producenta grafik z gier nie znajduje uzasadnienia prawnego, istnieje długoletnia praktyka wykorzystywania rozmaitej maści artworków, screenshotów, grafik, itd. przez media związane z grami, jak również przez graczy. Co do zasady nie spotyka się ona z krytyką, ani nie prowadzi do sporów sądowych. Nawet niezwykle wrażliwa w tej kwestii Wikipedia publikuje obrazki pochodzące z gier video, oznaczając je w nietypowej dla samej siebie kategorii „non-free images”, choć oddając sprawiedliwość, w większości wypadków ich użycie i tak mieści się w granicy dozwolonego użytku.

Czy mój screenshot podlega ochronie prawnej?

Co z sytuacją, kiedy redaktor portalu internetowego wejdzie na najwyższą wieżę w Assassin’s Creed, utrwali najpiękniejszy widok, umieści na stronie… a następnie zaczną go sobie rozsyłać i publikować we własnym zakresie wszyscy internauci, wliczając w to konkurencyjne portale? Na gruncie prawa autorskiego Stanów Zjednoczonych, niektórzy amerykańscy prawnicy sugerowali, że print screen może być formą opracowania utworu – do stworzenia opracowania potrzebna jest zgoda pierwotnego twórcy, ale nawet jej brak nie wyłącza praw autora takiego opracowania. Idealnym przykładem jest przytoczony powyżej fragment licencji Grand Theft Auto V, gdzie Rockstar Games przymusza gracza do udzielenia sobie licencji na korzystanie producenta ze stworzonych przez niego printscreenów.

Wracając jednak na naszą stronę Atlantyku, w mojej ocenie  trudno jest  mówić o tym by powstały w ten sposób obrazek stanowił nowy, samodzielny utwór (wątpliwe jest nawet czy taki screen można uznać za „dzieło człowieka”), wszystko zostało bowiem przewidziane i zaprojektowane przez pierwotnych twórców gry. Zdania w tym temacie są bardzo podzielone, moja prywatna opinia jest jednak taka, że z tytułu zrobionego przez gracza screenshota nie przysługują mu żadne prawnoautorskie uprawnienia (przysługują mu jedynie jeśli wykorzysta go w swoim np. artykule, ale nawet wtedy chroniony jest artykuł jako całość,  a nie ten konkretny obrazek).

Status screenshotów niepewny na gruncie prawa

Prawne aspekty screenshotów i grafik promocyjnych z gier to jak na razie ziemia nieznana, zarówno na gruncie polskiego, jak i nieco bliższego tematyce amerykańskiego prawa. Możliwe, że przeczytaliście Państwo najbardziej złożoną próbę analizy tego problemu jaką można znaleźć w sieci. Proszę mieć jednak na uwadze, że prezentowałem powyżej moje osobiste poglądy i próby dopasowania przepisów oraz wykładni do tej konkretnej sytuacji, w związku z czym należy je traktować z rezerwą, a na pewno nie należy ich traktować w charakterze ostatecznych rozstrzygnięć.

Leave a comment
More Posts
Comments
  • vartec

    Warto przypomnieć, że wydawcy gier bardzo chętnie sięgają po DMCA takedown w celu pozbycia się nieprzychylnych recenzji.

    • Ale, jak rozumiem, w świetle powyższych rozważań – bezskutecznie?

      Zastanawiałem się nawet nad sytuacją, w której nie tyle recenzja jest nieprzychylna, bo tutaj jest już wszystko możliwie jasne, ale co w sytuacji gdy recenzent opisuję grę po testowaniu jej na przedpotopowym sprzęcie – i z niego też pochodzą obrazki, na najniższych detalach, sama gra wygląda paskudnie. Myślę, że może nawet dałoby się coś z tym zrobić na gruncie prawa prasowego czy przepisów o konkurencji, ale to już materiał na inny artykuł.

    • vartec

      W przypadku DMCA, to YT najpierw usuwa, a potem ewentualnie można sprawę wyjaśniać. Tutaj dodatkową argumentacją było, że popularny na YT recenzent na tych recenzjach zarabiał. Ale tak naprawdę chodziło o to, że recenzent grę totalnie zjechał. Video nigdy ba YT nie wróciło.

      http://www.gamefront.com/totalbiscuits-negative-review-flagged-removed-from-youtube/

      http://kotaku.com/studio-accused-of-blocking-youtube-vid-over-criticism-1448796126

    • Ach, no to wiesz, my tu o screenshotach, a Ty nagle dołączasz się z YouTubem… ;) Pisałem o tym i wyjaśniałem jak jest w innym artykule:

      http://techlaw.pl/zanim-zostaniesz-vlogerem-youtube-prawo/

    • vartec

      No fakt, ale czy w świetle prawa amerykańskiego, to YT recenzja nie powinna podpadać pod Fair Use dokładnie tak jak screenshoty?

    • Oczywiście, że powinna. YouTube w centrum rozwiązywania sporów powinien opowiedzieć się po stronie recenzenta. A że nie opowiedział… cóż, ode mnie i tak wiele dobrego na temat Google nie usłyszysz ;)

  • lipt0n

    IP i bohaterska walka z problemami niespotykanymi w normalnej rzeczywistości.

  • O, to ja dzisiaj w Twoim stylu powiem, że SUPER! :-) Świetne opracowanie.

  • anon

    Skąd pogląd, że licencja musi, pod rygorem nieważności, zostać udzielona na piśmie? Licencja wyłączna tak, ale w przypadkach omawianych we wpisie z taką licencją raczej nie mamy do czynienia.

    Dochodzi zatem do skutecznego udzielenia licencji niewyłącznej i bez formy pisemnej.

  • mietek

    cześć Jakub, trafiłem tu z googla z pytaniem podobnym, ale nieco innym niż opisywane w artykule.
    Załóżmy, że istnieje strona internetowa z promocją. Ja jako bloger opisuje tego typu promocje, ale potrzebuje do niej jakiejś grafiki, więc robię screenshoot który później nieco przerabiam (np. zostawiam sam główny tekst typu „XXX po 50 zł”). Generalnie wszyscy na tym są na plus, bo strona firmy z promocją ma reklamę, a ja zarabiam przez program afiliacyjny za dostarczenie klientów. Oczywiście mam z nimi [firmą] umowę (zazwyczaj przez pośrednika typu system partnerski), dostaje również od nich materiały graficzne, ale mimo wszystko wole zrobić coś swojego na podstawie tego, co jest na stronie promocji – bo pasuje mi np. format 700 x 200 px a nie dostarczony przez nich 480 x 90.

    Pytania są dwa:
    1. czy robię to legalnie, tzn. nie korzystam z dostarczonych materiałów ale sam tworze na podstawie strony promocji? Nikt nie ma do mnie o to pretensji (pytałem jednego z pośredników to stwierdzili, że dostosowuje materiały na własne potrzeby w celu realizowania kampanii), ale pytanie to jest istotne względem pytania nr 2…
    2. czy to co stworze mogę traktować jako utwór i żądać do niego opłat licencyjnych itp? O co chodzi: zauważyłem, że inny bloger kradnie moje przeróbki i wrzuca na Facebooka jako grafiki pojawiające się na jego stronie, a następnie kupuje reklamę na Facebooku => zarabia na przekierowaniu ruchu do siebie (a następnie na linkach partnerskich). Innymi słowy ja tracę 1 – 2h żeby dostosować każdą reklamę pod siebie, a ktoś inny kradnie tego typu grafikę i dzięki niej czerpie korzyści.
    Będę wdzięczny za info co powinienem zrobić,
    pozdrawiam

Comment