Prawo Nowych Technologii

legalna kultura

Viewing posts tagged legalna kultura

Po muzyce do Google Play trafiają filmy

Kilkukrotnie podczas dyskusji na temat prawnych aspektów piractwa komputerowych piratów oczywiście nie broniłem, ale wskazywałem, że nawet potencjalni uczciwi nabywcy nie znajdują się w komfortowej sytuacji – a to dlatego, że nie bardzo mają gdzie legalnie zaopatrywać się w dobra kultury.

Read More

Audiobooki za darmo na Spotify i Deezerze

Nie wiem ile jest prawdy w umierającym czytelnictwie, natomiast na przestrzeni ostatnich lat książka stała się o wiele bardziej konkurencyjna wkraczając do świata nowych technologii. O rekonkwiście czytników ebooków rozpisują się serwisy informacyjne. Audiobook to wynalazek stary niemal jak płyta gramofonowa, ale i ta formuła dziś za sprawą internetu i mobilności zyskuje nowe życie. Nie jesteście pewni czy Wam się to spodoba? Jest dobra metoda, by się o tym przekonać.

Jak pewnie wiecie, jestem wielkim fanem usług streamingujących muzykę (szczególnie Spotify i Deezera), choć kilkukrotnie wspominałem na łamach Techlaw.pl, że muzyków często stawiają one pod przysłowiową „ścianą” – prowizje z odtwarzanych utworów, jeśli akurat nie jesteśmy na przykład Rihanną, są na tyle niskie, że tak naprawdę marny z tego dla muzyka interes. Z tym większym zaskoczeniem przyjąłem obecność w bazie usług audiobooków, a więc utworów raczej o niskim potencjalne „nabijania” odtworzeń.

Trafiają tam audiobooki od różnych autorów i wydawców. Wybiórczo i w ograniczonym zakresie, być może jako oryginalny sposób promowania tej alternatywnej formuły prezentacji książek. Tę teorię potwierdzałby fakt, że niektóre tytuły pojawiały się w bazie tylko na krótki czas. Inne nieprzerwanie znajdują się ta już od dawna, a całą sprawę szerszej widowni przed kilkoma dniami nagłośnił mój serdeczny znajomy, Paweł Piskurewicz z Antyweb.

Darmowe audiobooki

W obu serwisach na katalog składają się w dużej mierze lektury, ale nie brakuje też ciekawej literatury z pogranicza szeroko pojętej beletrystyki – tak polskiej, jak i zagranicznej. Niestety, na ten moment Deezer i Spotify nie klasyfikują publikacji w żadnej sposób ułatwiający ich znajdowanie. Jedynym wyjściem jest wpisanie interesującej nas książki, a w przypadku – fundamentalnej w przypadku obu usług – chęci odkrywania nowości… najlepiej spisuje się klikanie po nazwiskach znanych lektorów i odkrywanie książek, które czytali.

Poniżej przygotowałem krótką listę wartych uwagi pozycji na dobry początek (główne kryterium – rozpoznawalność autorów – bez szczególnych preferencji). Zainteresowanych zachęcam do korzystania, a może nawet uzupełniania jej w komentarzach.

  • Mariusz Szczygieł – „Zrób sobie raj”  – Spotify – Deezer
  • Dan Brown – „Zaginiony symbol” – Spotify – Deezer
  • Rafał Ziemkiewicz – „Polactwo” – SpotifyDeezer
  • Stephen King – „Zielona mila” – SpotifyDeezer
  • Jacek Piekara – Sługa Boży” – SpotifyDeezer
  • John Grisham – „Kancelaria” – SpotifyDeezer
  • Harlen Coben – „W głębi lasu” – SpotifyDeezer
  • Bogusław Wołoszański – „Twierdza szyfrów” – SpotifyDeezer
  • Henryk Sienkiewicz – „Ogniem i Mieczem” – SpotifyDeezer
  • Bolesław Prus – „Lalka” – SpotifyDeezer
  • Juliusz Verne – „Podróż do wnętrza Ziemi” – SpotifyDeezer
  • Mario Puzo – „Rodzina Borgiów” – SpotifyDeezer
  • Renata Piątkowska – „Opowiadania dla przedszkolaków” – SpotifyDeezer
  • Stieg Larsson – „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” – SpotifyDeezer
  • Lee Child – „Siła perswazji” – Spotify
  • Victor Hugo „Nędznicy” – SpotifyDeezer
  • Anne Fortier „Julia” –  Deezer
  • Władysław Bartoszewski „Opowieść mojego życia” – Deezer
  • Rafał Ziemkiewicz „Michnikowszczyzna” – SpotifyDeezer
  • Ben Wisely „Złodziej czasu” – Spotify – Deezer
  • James Sallis „Drive” – SpotifyDeezer

Napisał do mnie również twórca aplikacji Beeblio, która w zasobach Deezera wyszukuje audiobooki w kilku popularnych językach (m.in. angielskim i polskim), co też może być przydatnym narzędziem.

Paweł Piskurewicz z Dobrych Programów podpowiada, że podobną ofertę można znaleźć też w Google Muzyka, Xbox Muzyka czy WiMP, co być może zainteresuje osoby, które preferują alternatywne dla Spotify i Deezera usługi.

Fot. tytułowa: Spotify dla prasy

Getty Images UŻYCZY zdjęcia za darmo – „stocki” czeka rewolucja?

Getty Images, jeden z popularnych „stocków” licencjonujących zdjęcia, stwierdził, że batalii z naruszającymi prawo autorskie nie wygra i częściowo zdecydował się na udostępnienie swoich zdjęć za darmo – donosi Dziennik Internautów. Warto mieć jednak na uwadze, że rozwiązanie ma bardzo liczne ograniczenia.

Martwi mnie nieco samozadowolenie niektórych środowisk, które tę decyzję serwisu traktują jako pewną formę „zwycięstwa” z orędownikami praw autorskich, ponieważ nie wypada świętować zwycięstw, które osiągnęło się w dużej mierze poprzez naruszanie przepisów prawa. Z drugiej strony oferta Getty Images może stać się nowym modelem biznesowym stron o podobnej działalności. To fajne, że serwisy internetowe szukają kompromisowych rozwiązań, jak pisałem w „co mnie (nie)uwiera w prawie autorskim?” – prawa rynku, a nie ustawa, po raz kolejny wpływają na kształt funkcjonowania prawa autorskiego w społeczeństwie.

Skąd brać ładne grafiki na swoją stronę?

Jeżeli prowadzisz stronę internetową, trudno jest o legalne źródło zdjęć, które mogłyby uczynić ją bardziej atrakcyjną. Ja poświęcam często sporo czasu na poszukiwanie ładnych fotografii udostępnionych na zasadach licencji Creative Commons. Profesjonalne lub półprofesjonalne zdjęcia licencjonowane przez specjalne stworzone w tym celu sklepy są niestety stosunkowo drogie, nawet duże serwisy internetowe są często sceptyczne wobec kwot oczekiwanych za pojedyncze fotografie lub pakiety abonamentowe. W przypadku małych stron – lub blogów – stawki te często bywają zaporowe.

Getty Images uznało, że płaceniem im i tak mało kto się przejmuje, a publikowane w serwisie zdjęcia są bezprawnie rozpowszechniane na taką skalę, że w ewentualnej batalii i tak nie mają większych szans lub po prostu się ona nie opłaca. Dlatego też serwis postanowił udostępnić internautom 35 milionów zdjęć znajdujących się w jego bazie za darmo! Jak działa to w praktyce? Ano tak (czytajcie dalej, pod obrazkiem jest jeszcze esencja notki):

Oferta Getty Images – to tylko embedowanie!

Jeżeli opcja embedowania jest dostępna, możemy udostępnić zdjęcia Getty Images na swojej stronie, blogu lub w platformie społecznościowej korzystając z narzędzia o nazwie „Embedded Viewer”.  Przypomina to trochę fotograficzną odpowiedź na YouTube. Serwis zastrzega, że nie wszystkie zdjęcia w serwisie muszą mieć taką opcję, na dodatek taka możliwość może znikać bez ostrzeżenia. Getty Images zastrzega sobie prawo do zwrócenia się do twórcy strony o zaprzestanie korzystania z ich systemu embedowania bez uzasadnienia. Nie wolno też korzystać z tych zdjęć w celach komercyjnych, promocyjnych, na stronach z treściami wulgarnymi, pornograficznymi, obrażającymi i w każdy inny sposób bezprawnymi. Przede wszystkim jednak – z powyższych zdjęć nie wolno korzystać poza systemem embedowania świadczonym poza Getty Images.

Co więcej, Getty Images zastrzega sobie prawo do zbierania danych z Twojej strony uzyskanych w wyniku funkcjonowania systemu (pozdrawiam fanów problematyki korporacji polujących na nasze dane, jak również fanów cookies) oraz wyświetlania w ramach elementów osadzonych reklam.

Niektóre serwisy, pełne optymizmu piszą o tym, że Getty Images podzieli się z nami milionami swoich zdjęć. Studzę nieco ten entuzjazm, choć to dobra oferta, wróbel w garści jest lepszy niż gołąb na dachu. Muszę jednak nadmienić, że system te zdjęcia tak naprawdę nam je co najwyżej, w potocznym znaczeniu tego słowa, użycza. Możemy je wykorzystać w bardzo ograniczonym zakresie, a zapisanie sobie zdjęcia ze stocka i dysponowanie nim – nawet na stronie internetowej – wedle uznania nadal jest niezgodne z prawem. Przykładu nie należy szukać daleko – Techlaw.pl –  w moim przypadku rozwiązanie zaproponowane przez Getty Images okazałoby się zupełnie niepraktyczne ponieważ ze względów technicznych nie mógłbym użyć tych zdjęć jako ikonek posta.

Moja opinia w tej sprawie jest następująca:

To dobry pomysł na biznes, ponieważ „stocki” mają szansę na popularyzację swoich usług, a z czasem może nawet bezpośrednie zarabianie w sytuacjach, w których najpewniej straciliby zdjęcie bez żadnych dodatkowych korzyści. Nie ma się co bać o interes fotografów, bo z regulaminu wynika, że sami będą mogli zadecydować czy chcą uczestniczyć w takim systemie. Wątpię jednak, by zarobki reklamowe mogły się zbliżyć do tych z YouTube.

Rozwiązanie to nie rewolucjonizuje jednak internetu. Spójrzmy na konstrukcję stron internetowych – ładnych, stockowych zdjęć co do zasady nie używa się w treści. To najczęściej ikony, zaślepki, grafiki ogólne. W takiej postaci fotografii Getty Images nie da się wykorzystywać przy użyciu nowego rozwiązania, dlatego też jego praktyczny wymiar na pewno jest mniejszy, niż w pierwszej chwili stwierdzą zafascynowani internauci. To świetna inicjatywa, ale w praktyce wiele nie zmienia, nie rozwiązuje też wielu problemów twórców, nawet mniejszych, stron internetowych.

Fot. tytułowa: Carol Pyles/Flickr  z OOingle.com ze zmianami, CC BY-SA 2.0

TVN Player ewoluował w player.pl – czy w Polsce pojawi się platforma VOD na poziomie?

Przy okazji artykułu „Jak legalnie oglądać House of Cards w Polsce” wspominałem, że u Polaków jest wola dostępu do legalnych treści, natomiast nie mamy szczęścia do dobrych platform ich dystrybucji, a zachodni giganci pokroju Netflixa nie są – póki co – naszym krajem zainteresowani.

Od dłuższego już czasu swoich sił na arenie VOD próbował TVN, Polsat i Telewizja Polska lansując autorskie systemy dostępu  do seriali, jednak ich oferta była stosunkowo nieliczna, ograniczała się głównie do archiwalnych polskich seriali, z bardzo nielicznymi wyjątkami w postaci produkcji amerykańskich (np. „Weeds”) i to też najczęściej w okrojonym odcinkowo zakresie.

Platforma TVN Player od dłuższego czasu w atrakcyjny sposób prezentowała treści publikowane na łamach TVN, często już chwilę po ich telewizyjnej premierze (m.in. programy X Factor czy Kuba Wojewódzki), a nawet starano się rozwijać tę koncepcję o treści, których nie wyemitowano w TV. Serwis Wirtualne Media poinformował, że ta ciepło przyjęta przez internautów forma emisji popularnych programów będzie rozszerzana, a kolejnym ogniwem ewolucji będzie teraz serwis player.pl.

Spółka podpisała już umowy z ważnymi dystrybutorami, m.in. Sony Pictures Television czy Warner Bros, w efekcie czego już niebawem w ofercie powinny pojawić się takie produkcje jak kultowi i wspaniali Przyjaciele, premierowe seriale, jak również filmy, które całkiem niedawno zeszły z ekranów kin. To miły kontrast w stosunku do typowego polskiego serwisu z legalnym VOD, gdzie dotąd przeważnie znajdowały się filmy, o których słyszał jedynie grający w potrójnej roli Tomasz Karolak i ich reżyser. Trochę sobie oczywiście żartuję, a trochę – niestety – nie.

hannibal-playerpl

Być może nie bez znaczenia w powyższej kwestii jest fakt, iż w 2013 roku doszło do solidnego przegrupowania w gronie udziałowców właściciela stacji, a pakiet akcji wykupił francuski gigant telewizyjny – Canal+. Pozostaje mieć nadzieję, że te znajomości i kontakty w świecie wielkich mediów, firma wykorzysta do dalszej rozbudowy oferty player.pl.

Prócz standardowej wersji platformy, rozważane jest również uruchomienie wersji  Premium. Nie zostało jeszcze w sposób precyzyjny rozgraniczone wedle jakiego kryterium mają tam trafiać programy dostępne w player.pl – być może część treści będzie tam udostępniana w trybie ekskluzywnym, a być może tylko w „pierwszeństwie”. Wiadomo na pewno, że użytkownicy lepszej wersji serwisu będą mogli streamować „na żywo” stacje telewizyjne: TVN24, TVN24 Biznes i Świat, Kino Polska, Kino Polska Muzyka, Filmbox, Filmbox Extra, Docubox, Fightbox, Fashionbox, AXN, AXN White, AXN Black, AXN Spin, a w przyszłości także kilka innych stacji tematycznych należących do TVN.

Jednocześnie, o ile wieści o rychłym wejściu Netflix na rynek polski są prawdziwe, to ostatni moment by rodzimi wydawcy treści obudzili się z marazmu. Amerykański serwis wniesie o wiele bardziej konkurencyjną ofertę, z którą player.pl i ipla i tak będzie bardzo trudno konkurować. Sam rynek streamingu jest jednak warty świeczki ze względu na niezwykle zaangażowanych użytkowników. Pomijając dochody z abonamentów, Wirtualne Media za statystykami Megapanel PBI/Gemius przypominają, że TVN Player miał 2,26 mln realnych użytkowników, którzy wygenerowali 56,3 mln odsłon. Średnio każdy z nich spędził na stronie 7 godzin 34 minuty. I są to dane wyłącznie ze strony www, bez zewnętrznych aplikacji.

Być może już niebawem Polacy dostaną w końcu godną platformę VOD, która nie będzie ich zmuszała do dryfowania po krainie kinomaniaków i podobnych.