“Konwencja Bernera” czyli wszystkie grzechy facebookowego łańcuszka

Przewijaj

W dobie rewolucji internetowej, jaka dokonuje się na naszych oczach, społeczeństwo coraz bardziej się boi. Czego? Boi się inwigilacji ich życia prywatnego. Boi się zacierania granicy między cyberprzestrzenią a rzeczywistością. Czy słusznie?

Wpis ma charakter gościnny. Jego autorką jest Aleksandra Jóźwik, prawniczka, President of Polish & CEE Private Equity Conference.

Osobiście uważam, że część użytkowników panikuje, bo panikują inni, co działa na zasadzie zbliżonej do efektu kuli śnieżnej. Konsekwencją tego wszechobecnego strachu są oświadczenia w formie łańcuszka na Facebooku o treści budzącej rozbawienie, a już z całą pewnością pozbawione mocy prawnej:

W odpowiedzi na nową politykę Facebooka informuję, że z dniem dzisiejszym 27.11.2014 wszystkie moje dane personalne i fotografie, filmy itd. znajdujące się na Facebook są obiektami moich praw autorskich (zgodnie z Konwencją Berneńską). W celu komercyjnego wykorzystania wszystkich, wyżej wymienionych obiektów praw autorskich, w każdym konkretnym przypadku wymagana jest pisemna zgoda!

FB jest teraz firmą publiczną.

Dlatego też, wszystkim użytkownikom tego portalu społecznościowego, zaleca się umieszczenie na swoich stronach podobnych «powiadomień o prywatności», inaczej (jeżeli powiadomienie nie było opublikowane na stronie chociaż raz), automatycznie pozwala się na dowolne wykorzystanie danych z Waszej strony, Waszych zdjęć i informacji, opublikowanych w wiadomościach na profilu Waszej strony.
Każdy, kto czyta ten tekst może skopiować go na swój profil FB. Dzięki temu będzie chroniony ustawą o prawach autorskich.
art. 190a § 2 kodeksu karnego.

Przede wszystkim na uwagę zasługuje fakt, iż jednostronne oświadczenie opublikowane na tablicy portalu Facebook nie ma żadnej mocy wiążącej.

Paweł Majchrzak, wiceprezes spółki technologicznej Far and Wide wyjaśnia:

– Prawnie wiążący regulamin akceptujemy w chwili rejestracji konta w serwisie. Wszystkie okienka, które często bez przeczytania “akceptujemy” to zabezpieczenie dla serwisu, właśnie wtedy wyrażamy zgodę na postanowienia regulaminu. 

Regulamin taki, to nic innego jak umowa cywilnoprawna zawierana drogą elektroniczną pomiędzy świadczącym usługę właścicielem serwisu, a użytkownikiem. Zawarcie umowy odbywa się w momencie akceptacji warunków regulaminu w chwili rejestracji użytkownika. “Ale ja niczego nie podpisałem!”. Zgodnie z art. 60 kodeksu cywilnego przeważnie wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej (oświadczenie woli).

Art. 61 precyzuje ponadto, że oświadczenie woli wyrażone w postaci elektronicznej jest złożone innej osobie z chwilą, gdy wprowadzono je do środka komunikacji elektronicznej w taki sposób, żeby osoba ta mogła zapoznać się z jego treścią. Paweł Majchrzak dodaje także, że w praktyce utarło się, iż zarządzający serwisem internetowym spełnia przesłanki przewidziane w wyżej przytoczonym artykule udostępniając na swojej stronie internetowej regulamin, pod którego treścią znajduje się odpowiedni przycisk akceptacji przez użytkownika. Jest to normalne wyrażenie woli przez użytkownika akceptującego regulamin serwisu. 

Kwestie związane z prywatnością i prawami autorskimi zostały uregulowane właśnie w regulaminie serwisu Facebook. Zakładając konto i akceptując go doszło do udzielenia licencji serwisowi Facebook na korzystanie z naszej własności intelektualnej (Licencja IP).

Użytkownik przyznaje nam niewyłączną, zbywalną, obejmującą prawo do udzielania sublicencji, bezpłatną, światową licencję zezwalającą na wykorzystanie wszelkich treści objętych prawem własności intelektualnej publikowanych przez niego w ramach serwisu Facebook lub w związku z nim (Licencja IP). Licencja IP wygasa wraz z usunięciem przez użytkownika treści objętych prawami własności intelektualnej lub konta, o ile treści nie zostały udostępnione innym osobom, które ich nie usunęły.

Zwykle licencja traci moc prawną wraz z usunięciem komponentów objętych prawem własności intelektualnej lub skasowaniem konta, ale i przed tym Facebook zabezpiecza się, udostępniając w treści  regulaminu poniższą klauzulę:

Usunięcie treści objętych prawem własności intelektualnej odbywa się w sposób podobny do opróżnienia kosza na komputerze. Użytkownik przyjmuje jednak do wiadomości, że kopia zapasowa usuniętych treści może być przechowywana przez uzasadniony okres czasu (ale nie będzie udostępniana innym).

Serwis nie działa w ten sposób bezprawnie. Nadal pozostajemy posiadaczami osobistych praw autorskich, które są niezbywalne. Facebook asekuruje się jedynie przed roszczeniami pieniężnymi (tutaj chodzi o autorskie prawa majątkowe, które mogą być przedmiotem swobodnego obrotu, czyli można je w drodze umowy przenieść je na inną osobę lub podmiot). Każdorazowo gdy udzielamy licencji na wykorzystanie treści dodanej przez nas, nie możemy oczekiwać wynagrodzenia finansowego.

“Ale przecież Konwencja Berneńska mnie chroni!”

Konwencja Berneńska (w niektórych wariantach łańcuszka nazywana nawet “Konwencją Bernera”) o ochronie dzieł literackich i artystycznych została podpisana w 1886 roku.  Od tamtej pory była wielokrotnie nowelizowana i rewidowana. Polska ratyfikowała umowę w 1934 roku w tzw. redakcji rzymskiej z 2 czerwca 1928, a obecnie jest stroną konwencji w ostatniej redakcji paryskiej. W wielu publikacjach spotkałam się z twierdzeniem, iż Konwencja nie jest już prawnie wiążąca. Konwencja ta NADAL obowiązuje i mówi o ochronie praw autorskich.

Wydaje się, że fakt uznania istnienia konwencji w facebookowym łańcuszku to jedyny jego element zgodny z rzeczywistością. Natomiast samo przytoczenie jest oczywiście bezcelowe, szczególnie, że to właśnie Konwencja Berneńska reguluje kwestię braku adnotacji o prawie autorskim. Innymi słowy, to dzięki wspomnianej Konwencji Berneńskiej nie musimy podkreślać swojego autorstwa, aby być chroniony prawem własności intelektualnej.

Konwecja vs Regulamin

Skoro chroni mnie konwencja, to dlaczego Facebook ma prawo do dysponowania elementami mojej własności intelektualnej?

Zgodnie z art. 8 ustawy z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U. z 2002r. Nr 144, poz. 1204 ze zmianami; w skróce u.ś.u.d.e.) każdy przedsiębiorca świadczący usługi drogą elektroniczną obowiązany jest opracować regulamin świadczenia usług, w naszym przypadku będzie to właśnie regulamin serwisu Facebook. Regulamin powszechnie uznaje się za wzorzec umowy w rozumieniu art. 384 Kodeksu cywilnego. Aby jego moc była prawnie wiążąca powinien odpowiadać regulacjom dotyczącym wzorcom umowy z k.c.

[pullquote]Regulamin musi być udostępniony w taki sposób, aby użytkownik mógł go zapisać i odczytać[/pullquote]  Ów regulamin to nic innego jak integralna część umowy, co oznacza, że w równym stopniu wiąże zarówno użytkownika, jak i właściciela serwisu. Zgodnie z art. 8 ust. 1 pkt 2 u.ś.u.d.e. usługodawca musi nieodpłatnie udostępnić usługobiorcy regulamin przed zawarciem umowy o świadczenie usług. Facebook zapewnia dostęp do regulaminu w momencie zakładania konta.  Co więcej na żądanie użytkownika, regulamin musi być udostępniony w taki sposób, aby użytkownik mógł go zapisać i odczytać. Jest to dostosowanie przepisów wynikających z kodeksu, który nakazują udostępnienie wzorca umowy, tak aby strona umowy wzorzec mogła „przechowywać i odtwarzać w zwykłym toku czynności”. Drogi Czytelniku, mam dla Ciebie wiadomość: w chwili rejestracji zawarłeś umowę z serwisem Facebook!

KEEP CALM AND LOVE FACEBOOK

Wisienką na torcie niech będzie informacja, że modyfikacja regulaminu serwisu Facebook, o której jest ostatnio tak głośno, to tylko zmiany kosmetyczne, umożliwiające prawidłowe funkcjonowanie nowej platformy reklamowej „ATLAS”.  Regulamin w zakresie praw autorskich funkcjonuje  więc już od kilku lat i jak dotąd nie spotkaliśmy się z sytuacjami, w których Mark Zuckerberg, wykorzystując jego zapisy, w jakiś drastyczny sposób ingerował w nasze prawa.

Fot. tytułowa: Eston/Flickr CC BY-SA 2.0

4 Comments

    • Konwencja Berneńska jest i … będzie. W Paryżu Akt Paryski rewiduje Konwencję Berneńską. Rewizja nie zmieniła nazwy “Konwencja Berneńska”. Początek przekładu zaczyna się od “Konwencja Berneńska o ochronie …” – patrz Akt Paryski załącznik do ustawy.
      Zresztą dla mnie nie jest ważny spór semantyczny.

      Dziennik Ustaw 1990 nr 82 poz. 474 kryje ciekawą wiedzę, ponieważ :
      “Rzeczypospolita Polska postanawia przystąpić do aktu, z wyłączeniem artykułów od 1 do 21 oraz załącznika”.
      http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19900820474
      Co oznacza, że z tego dziennika ustaw Konwencja Berneńska z rewizją Aktu Paryskiego, nie obowiązuje w najważniejszych punktach. Nowa Konwencja Berneńska obowiązuje dopiero od ratyfikacji Traktatu WiPO.

      Dla mnie, najważniejsza jest świadomość “luk” praw autorów/twórców, które powinny mieć odbicie w prawie autorskim z umów międzynarodowych.
      Ustawodawca wykpił się artykułem 7 prawa autorskiego, więc twórco/autorze korzystaj z prawników prawa międzynarodowego :)

    • Jak Pan słusznie zauważył RP przystąpiła do Aktu Paryskiego, ale jedynie do tej części, która zawiera normy administracyjne, jednak podyktowane było to względami praktycznymi, gdyż w przypadku przystąpienia do całości tego aktu, kraj nasz byłby zobowiązany do dostosowania prawa autorskiego do standardów przewidzianych w art. 1-21 Konwencji Berneńskiej w terminie 6 miesięcy od daty przystąpienia. Rząd prawdopodobnie przewidywał, że prace legislacyjne nad projektem prawa autorskiego ulegną przedłużeniu.

      Niemniej jednak przed prezentacją swojego stanowiska zachęcam do głębszego researchu. Polskę obecnie obowiązują normy zawarte w art. 1-21 Aktu Paryskiego:
      http://ppiop.rcl.gov.pl/index.php?r=skorowidz/view&id=30912&prev=30915

      Pozdrawiam,
      Aleksandra Jóźwik

Submit a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *