Cyfrowy spadek – o potrzebie regulacji „wirtualnej śmierci”
08 Kwi 2015

Cyfrowy spadek – o potrzebie regulacji „wirtualnej śmierci”

08 Kwi 2015

W ciągu ostatnich 20 lat internet niemalże całkowicie zdominował nasze codzienne życie. Owa dominacja związana jest nie tylko z rosnącą popularnością portali społecznościowych takich jak Facebook, Twitter czy możliwością szybkiego porozumiewania się przy pomocy internetowych kanałów komunikacyjnych, ale przede wszystkim z rosnącą popularnością smartfonów i tabletów, które umożliwiają nam dostęp do wirtualnych zasobów w każdym miejscu, niemalże o każdej porze dnia i nocy. 

Wpis ma charakter gościnny – jego autorem jest Andrzej Bielajew.

Internet niesie ze sobą jednak nie tylko korzyści, ale również problemy i niebezpieczeństwa, z których często nie zdajemy sobie sprawy. Korzystając z internetu zapominamy o tym, że niemal każda czynność jaką w nim wykonujemy związana jest z pozostawianiem przez nas wirtualnych śladów. Śladami takimi są nie tylko nasze dane osobowe, ale także zdjęcia, filmy, teksty oraz wszelkiego rodzaju inne informacje, które sami umieszczamy w wirtualnych zasobach i które są do tego stopnia spersonalizowane, że nawet przeciętny użytkownik jest w stanie połączyć je z konkretną osobą i stworzyć poprzez to portret naszej internetowej tożsamości.

Całość owych wirtualnych śladów chciałbym na potrzeby tego artykułu określić pojęciem tak zwanych danych IT.

Większość z nas już za życia stara się uregulować kwestie związane z pośmiertnym spadkiem. Używając słowa spadek, przeciętnemu człowiekowi nasuwają się skojarzenia takie jak: dom, samochód, pieniądze… jest kwestią niemalże naturalną, że z dziedziczeniem kojarzą nam się rzeczy materialne.

[pullquote align=”right”]Śmierć w sieci nie jest sprawą prostą. W internecie nie umiera się śmiercią naturalną.[/pullquote] Ale co dzieje się z naszymi danymi IT po śmierci? Czy je także można odziedziczyć? Czy danym IT, które często mają niematerialny charakter, można także przypisać charakter spadkowy? Czy dostawcy usług internetowych są do tego zobowiązani, aby udostępnić naszym spadkobiercom po naszej śmierci wszelkie kody dostępu do naszych wirtualnych profili, czy maili? Przecież znajdują się na nich często prywatne teksty i materiały, o których nie chcielibyśmy aby nasi bliscy się kiedykolwiek dowiedzieli. Czy Internet po śmierci musi uszanować nasze podstawowe prawo do prywatności? A może dostawcom internetowym wolno robić z naszymi danymi osobowymi po śmierci co zechcą? Na te pytania postaram się pokrótce odpowiedzieć.

Jak do niedawna sugerowano, internet nigdy nie zapomina. Co prawda Europejski Trybunal Sprawiedliwości wraz ze swoim orzeczeniem z dnia 13.05.2014 r. przyznał europejskim obywatelom tak zwane prawo do bycia zapomnianym w internecie, to jednak nie zmienia ono problemów związanych z tak zwaną cyfrową śmiercią.

Aby chronić swoją prywatność w internecie, staramy się za życia tworzyć jak najbardziej skomplikowane kody dostępu do naszych kont internetowych. Takie kody można nazwać wirtualnymi kluczami do naszej prywatności. Za pomocą specjalnych narzędzi internetowych staramy się ograniczyć dostęp osób trzecich do naszych prywatnych danych. W końcu nikt z nas sobie tego nie życzy, żeby ktoś czytał nasze prywatne maile, czy miał dostęp do naszych internetowych kont bankowych.

Co za życia jest godnym polecenia, po śmierci niestety często sprawia naszym spadkobiercom ogromne problemy. Śmierć w sieci nie jest bowiem sprawą prostą. W internecie nie umiera się śmiercią naturalną. Aby usunąć konto e-mailowe, czy konto społecznościowe zmarłego, konieczne jest zdobycie dostępu do wirtualnych kluczy zmarłego. Śmierć w internecie następuje bowiem tylko na rozkaz. Można ją zatem porównać do tak zwanej aktywnej eutanazji.

Problem „wirtualnej śmierci” jest na świecie od wielu lat dyskutowany pod pojęciem tak zwanego cyfrowego spadku.

Czym jest spadek cyfrowy? Niestety pojęcie to nie zostało do chwili obecnej nigdzie legalnie zdefiniowane. Deutscher Anwaltsverein (Niemiecki Związek Adwokatów)[1] określił spadek cyfrowy jako całokształt wirtualnego majątku zmarłego, zatem: prawa autorskie, prawa do stron internetowych, domen, oraz wszelkie umowy pomiędzy dostawcami usług internetowych a samym spadkodawcą, dotyczące zarówno samego dostępu do internetu, jak i wszelkich usług internetowych, czyli ogółu kont i danych internetowych spadkodawcy[2].

Owa definicja wydaje mi się jednak zbyt wąska, gdyż nie opisuje ona w wystarczającej mierze potrzeb i problemów wynikających z wirtualnej śmierci. Spadek cyfrowy to więcej niż same zasoby wirtualne. Do owego cyfrowego spadku musimy bowiem zaliczyć także wszelkie dane spadkodawcy znajdujące się na twardych dyskach, pendrive’ach oraz wszelkich innych zewnętrznych nośnikach danych.

Spadek cyfrowy to zatem ogól danych IT, które zostały wygenerowane przez spadkodawcę za życia, niezależnie od tego, czy zostały one wygenerowane w wirtualnym świecie, czy też poprzez zastosowanie innych zasobów IT. Pod pojęciem cyfrowego spadku można zatem odnaleźć wszelkie profile na portalach społecznościowych, włącznie ze wszystkimi na nich zapisanymi danymi, adresy mailowe, strony internetowe, dane onlinebankingu, konta na allegro czy eBayu, jak również wszelkie umowy z dostawcami usług internetowych oraz dodatkowo dane zapisane na nośnikach, które nie zostały udostępnione w internecie.

Według postanowień niemieckiej konstytucji ochrona podstawowego prawa do ochrony i rozwoju własnej osobowości, wynikająca z art. 1 ustęp 1 oraz art. 2 ustęp. 1 GG dobiega końca wraz ze śmiercią człowieka. Orzecznictwo już dawno uznało jednak, że prawa podstawowe człowieka wymagają ochrony także po jego smierci i stworzylo pojęcia tak zwanego postmortales Persönlcihkeitsrecht. Ochrona praw post mortem związana jest z uregulowaną w art. 1 niemieckiej konstytucji ochroną godności człowieka.

Pośmiertne prawo do ochrony osobowości składa się według niemieckiej doktryny z dwóch części. Części ideowej i części materialnej. Jeżeli ideowa część osobowości zmarłego zostanie pośmiertnie naruszona, jego spadkobiercy mogą domagać się ochrony jego godności poprzez stosowne sprostowania, nie przysługują im jednak roszczenia odszkodowawcze. W przypadku materialnej części prawa osobowości post mortem, sprawa wygląda inaczej, wówczas można domagać się również odszkodowań.

Podział ten prowadzi do poważnych problemów w kontekście niemieckiego prawa spadkowego. Według orzecznictwa BGH tylko materialne części prawa do ochrony osobowości stają się częścią masy spadkowej i przechodzą według § 1922 BGB na spadkobierców.

Czy danym IT można nadać charakter spadkowy zależy więc od tego, czy uznamy je za część materialną czy część ideową prawa do ochrony osobowości. Niemiecki Związek Adwokatów doszedł do wniosku, iż maile, umowy z dostawcami internetowymi oraz roszczenia o uzyskanie informacji o kodach dostępu do kont zmarłego są częścią ideową prawa do osobowości i przechodzą automatycznie, wraz ze śmiercią na spadkobiercę, poprzez tak zwaną sukcesję uniwersalną. Moim zdaniem również portale internetowe czy blogi muszą być traktowane w dokładnie ten sam sposób.

[pullquote align=”right”]Google wzywa użytkownikow do aktywnej regulacji tego co stanie się z danymi IT po śmierci w tak zwanym google-testamencie[/pullquote]Co prawda słuszne są krytyczne głosy, które domagają się większej ochrony prywatności zmarłego po jego śmierci, porównując portale społecznościowe, czy blogi np. do listów miłosnych lub pamiętników, które po śmierci zmarłego znajdujemy na jego strych. Jednakże przecież także w tym przypadku zmarły nie byłby w stanie ograniczyć dostępu spadkobierców do zawartych w nich informacji. Jeżeli chciałby to zrobić, może jeszcze przed śmiercią skasować wszelkie konta internetowe lub upoważnić osoby trzecie, aby to za niego uczyniły.

Jak już wspomniałem śmierć w internecie nie następuje w sposób naturalny. Nasi spadkobiercy muszą w internecie przeprowadzić tak zwany wirtualny pogrzeb, czyli udzielić w pewien sposób rozkazu naszego wirtualnego pochówku.

W praktyce kwestie spadku cyfrowego regulowane są przez dostawców internetowych w rozmaity sposób. Regulacje takie znajdziemy zarówno w regulaminach jak i we wzorcach umownych, które staja się obowiązująca częścią zawieranych przez nas umów internetowych.

Tak np. Facebook daje bliskim osobom zmarłego dwie możliwości. Po zgłoszeniu śmierci administratorowi, profil zmarłego może zostać usunięty  albo przełączy w tak zwany status „in memoriam”, czyli w stan spoczynku. Na profil taki nikt już nie może się zalogować, a pełni on funkcję tak zwanej internetowej księgi kondolencyjnej. Dostęp do jego treści mają tylko osoby, które w chwili meldunku były zaprzyjaźnione ze zmarłym.

Google wzywa użytkowników do aktywnej regulacji tego co stanie się z danymi IT po śmierci w tak zwanym google-testamencie: „plan your digital afterlife with Inactive Account Manager” możemy przeczytać na jego stronach. W ten sposób można np. postanowić, że nasze dane IT po 3, 6 lub 12 miesiącach nieaktywności zostaną automatycznie skasowane, lub podać imiona zaufanych nam osób, którym Google po śmierci ma udostępnić dostęp do naszych danych.

Serwisy takie jak Dropbox, Xing czy Gmail z reguły w ogóle nie wydają danych IT spadkobiercom, ze względu na nadrzędną ochronę prywatności zmarłego. Dane IT są po prostu kasowane.

W jakim stopniu postanowienia dostawców internetowych są zgodne z prawem, jest kwestią sporną i na chwilę obecną niewyjaśnioną.

Reasumując powyższe rozważania, dochodzę więc do wniosku, że o to, co stanie się z naszymi danymi IT po śmierci, najlepiej jest się zatroszczyć jeszcze za życia. Każdy prawnik udzielający porad prawnych w zakresie prawa spadkowego, powinien zwrócić uwagę klientów na potrzebę regulacji w testamencie także spraw związanych z cyfrowym spadkiem.

[1]     Niemiecka Izba Adwokacka

[2]     Bräutigam; DAV, Stellungnahme zum Digitalen Nachlass, Berlin Czerwiec 2013, s. 93

Leave a comment
More Posts
Comments
Comment